niedziela, 7 listopada 2010

o czym każdy Polak katolik wiedzieć powinien czyli studium szaleństwa

Natchnęło mnie przy okazji śledzenia losów wypowiedzi Joanny Mazurkiewicz, która sama w końcu nie wie, co i komu chciała powiedzieć, i w ogóle kochany pamiętniczku to wszystko było nie tak, nie tak.
Doszło nawet do tego, że bogobojna wdowa po świętej pamięci senatorze Prawa i Sprawiedliwości zamieszcza dementi w -tfu!- Gazecie Wyborczej. Trudno o lepszą ilustrację desperacji.
Ale widzimy przy okazji również coś innego (i bynajmniej nie zamierzam tu omawiać kondycji intelektualnej żon polskich senatorów), mianowicie zagubienie pacjentów i ogólną dezinformację społeczną.
I to jest, Droga Redakcjo, bardzo niepokojące zjawisko.


Kuzynka z dalszej linii niedawno serdecznie i z głębi wątroby westchnęła  na widok Młodszego "no udany, bardzo udany, szkoda tylko że przy tym inwitrze tyle zarodków się zabija".
Pastwienie się nad kuzynką nie ma większego sensu, nie każdy rodzi się orłem, domowe ptactwo również jest potrzebne na tym świecie.
Jednak jej myśl skrzydlata naprowadziła mnie na interesujący trop.


Każdy, kogo dręczy niepewność odpowiedzi na pytanie "jak przeciętny Polak wyobraża sobie...." albo "czy Jarosław naprawdę jest gejem?" udaje się do współczesnej świątyni delfickiej zwanej google i tam przedkłada swoje wątpliwości.
( przy okazji: jakby kogoś to interesowało pytanie o orientację Jarosława ma w chwili obecnej ponad czterdzieści dwa tysiące rekordów).
Udałam się i ja, Droga Redakcjo, i po zapytaniu o zarodek moim oczom w grafice google ukazało się dwadzieścia osiem tysięcy fotografii nasciturusów w wieku circa about 5 tygodni i więcej.
I wtedy doznałam satori.

Otóż winę za wszystko ponosi.... nie, nie Tusk. Beznadziejna jakość wykładania biologii w szkole podstawowej i ponadpodstawowej.
Pozwolę sobie teraz wejść w istotę szarą Przeciętnego Polaka i, na podstawie bogactwa refleksji umieszczanych hojnie w polskiej Sieci, zrekonstruować jego wyobrażenie o zapłodnieniu.

Wedle najbardziej popularnej wersji wygląda ono następująco: osobnik rodzaju żeńskiego i osobnik rodzaju męskiego kopulują, w wyniku czego dochodzi do mgliście zdefiniowanego zapłodnienia i powstaje człowiek.

Istnieje także wersja  absolwenta tarnobrzeskich szkół w latach 1995-97 (nie uwierzycie, ale województwo tarnobrzeskie włączyło cytowane niżej dzieło do oficjalnego okólnika edukacyjnego nakazując młodzieży chowanie wedle zasad tam zawartych, ba, przetrwał nawet na to papier. Nie wiem, czy pan Paweł Stawowy nadal czynnie uczestniczy w życiu politycznym Tarnobrzega, ale jakby co dostaliście Ostrzeżenie z Otchłani):

"Kiedy końcówka męska spotka się z żeńskim sanktuarium życia poczyna się człowiek."

dowód:
Komórki jajowe należą do źródła życia u każdej kobiety. Znajduje się ono w niższej części tułowia, wewnątrz ciała. Można też powiedzieć, że jest to sanktuarium życia. [...]
Plemniki należą do źródła życia u każdego mężczyzny. Znajduje się ono głównie na zewnątrz ciała w zakończeniu tułowia oraz częściowo wewnątrz ciała"
(Wanda E. Papis "Wzrastam w mądrości", Trawers, 1993 (do programu wychowania "Życie i miłość" nagrodzonego w konkursie MEN)


W obu wersjach wizualizacji zapłodnienia człowiek od chwili poczęcia ma małe rączki i nóżki oraz mieszka w macicy. Tam rośnie, rośnie i rośnie, a potem się rodzi (w bólach, bo taka jest tradycja, a poza tym brak pieniędzy dla dzieci z białaczką, więc bezczelne jest domaganie się refundacji ZZO).

Stadium płodu nie zaobserwowano,  nie mówiąc już o pojęciach moruli czy zygoty.  Nie wygląda też na to, aby Przeciętny Polak wiedział cokolwiek o istnieniu jajowodów czy przedjądrzy (tak, Mili Czytelnicy Naszego Dziennika, wniknięcie plemnika do oocytu nie stanowi o powstaniu człowieka, zdziwieni?).
Mąż pewnej mojej znajomej, szacowny sprawca trojga dzieci, posiadacz dyplomu ukończenia uczelni wyższej, narzekał ostatnio na kłujący ból w jajnikach. Niestety nie wiedział, iż biologicznie jest niezdolny do posiadania onych, o ile faktycznie jest mężczyzną.
I tu należy zadumać się nad okolicznością, iż dziś zdanie na temat inwitra ma niemal każdy mieszkaniec tego kraju, a jednocześnie niejeden mieszkaniec tego kraju sam często przystaje w zadziwieniu nad zawartością własnych wątpiów, co i rusz odkrywając tam nieznane, a fascynujące narządy.
Dlatego dziś wyłożymy lekcję obrazkowo.


*
Otóż kiedy końcówki obu płci- te wsobne oraz te uzupełniające tułów- splotą się w miłosnym akcie małżeńskim tak skutecznie, iż u oblubieńca nastąpi ejakulacja, a oblubienica szczęśliwie będzie właśnie jajeczkować, męski wysłannik zwany plemnikiem pomknie ku wybrance zwanej oocytem i dojdzie do zespolenia.
Zespolone coś nie jest człowiekiem.
I tu prolajfersi mogą przeżyć pierwszy szok, co więcej nie ostatni.
Powstały twór nazywa się fachowo "oocytem/zygotą z dwoma przedjądrzami" i po 18-24 godzinach od zapłodnienia wygląda tak:




Te dwa okrągłe twory pośrodku oocytu to właśnie przedjądrza haploidalne przed procesem kariogamii Oznacza to- upraszczając-  iż w jednym kółeczku znajdują się chromosomy matki, a w drugim chromosomy ojca, które jeszcze nie połączyły się w 48chromosomalny, unikalny genotyp nowego osobnika.
A to z kolei oznacza, iż nowy osobnik nie powstał był, gdyż  nie powstała była nowa jakość genetyczna.
Cały czas mamy dwie stare jakości genetyczne (ojca i matki), które jeszcze nie zlały się w diploidalną zygotę.
Na razie nasz przyszły człowiek jest więc tylko w fazie projektu planowanego przez oba przedjądrza. Projekt zacznie być realizowany dopiero wówczas, kiedy jądra zleją się ze sobą i wymienią chromosomami.
To zaś się stanie w dwudziestej piątej godzinie od zapłodnienia czyli dobę od współżycia (alias zespolenia zapieczętowanych ogrodów i dzielnych junaków, czy jak tam sobie pani Wanda Papis życzy).

( Szanowny Czytelnik będzie łaskaw nie przywiązywać się nadmiernie do wizji zlania się przedjądrzy w ludzkich gametach, a dlaczego? to już szczegółowo wyjaśnia Sporothrix w komentarzach.
Reszta pozostaje bez zmian, to jest przez 24 godziny po zapłodnieniu chromosomy nie zostały jeszcze połączone i nie powstał nowy genetycznie osobnik- edycja autorki).

Ale oddajmy głos autorytetom naukowym czyli polskim badaczom, których nazwiska są znane wyłącznie listonoszom i ewentualnie tym studentom, którzy mają nieszczęście wystawać pod ich gabinetami po zaliczenie. Przemówi opiniotwórcza gazeta Nasz Dziennik:
Żywot człowieka rozpoczyna się w momencie poczęcia, to jest zapłodnienia, i kończy się w momencie śmierci.
prof. zw. dr hab. med. R. Klimek,
członek Królewskiego Towarzystwa Lekarskiego w Londynie

Połączenie komórki jajowej i plemnika, czyli gamety matczynej i ojcowskiej, daje początek odrębnemu życiu. W wyniku zapłodnienia powstaje w pełni genetycznie uformowany nowy człowiek, którego rozwój dokonuje się w czasie życia ludzkiego. Tak więc embrion, płód, noworodek, niemowlę, dziecko, dorosły, starzec to określenia poszczególnych biologicznych etapów rozwoju zawsze tego samego człowieka.
dr n. med. A. Marcinek, dyrektor Szpitala Położniczo-Ginekologicznego
im. R. Czerwiakowskiego w Krakowie
W świetle obecnej wiedzy nie ulega wątpliwości, że życie człowieka zostaje zapoczątkowane w następstwie połączenia się dwu komórek rozrodczych - gamet - żeńskiej i męskiej w postać komórki macierzystej zwanej zygotą, która od tej chwili zaczyna żyć własnym rytmem.
prof. dr hab. med. M. Rybakowa, Komitet Rozwoju Człowieka
Wydziału Nauk Medycznych PAN Warszawa - Kraków

Rozwój człowieka zaczyna się od połączenia dwu komórek - gamety żeńskiej, czyli komórki jajowej (oocytu), i gamety męskiej - plemnika, w akcji zapłodnienia.
prof. dr hab. med. M. Troszyński, ginekolog położnik, Warszawa

Brzmi znajomo, prawda?
Niby jest po bożemu, niby autorzy napakowali do swych statementów wymaganą ilość "życia", "istot ludzkich", "nie ulega wątpliwości" oraz naszych ulubionych Dużych Kwantyfikatorów, a jednak żadna z wypowiedzi tak naprawdę nie stwierdza, iż moment bara bara jest momentem powstania człowieka.
I bardzo słusznie, bo nie ma tego wcale stwierdzić.
Tak tylko ma to zinterpretować czytelnik.
W związku z tym widzimy coś bardzo, bardzo interesującego: od osiemnastu lat, to jest od czasu przegrania debaty aborcyjnej i ustalenia tzw. "kompromisu aborcyjnego", jesteśmy regularnie robieni w jajo przez Pewne Środowiska wmawiające nam uparcie, iż  wizja wynikająca li i jedynie z prywatnego światopoglądu jakiegoś grona jest zarazem obiektywnym ustaleniem naukowo-prawnym.
Nie, nie jest.
I to "nie, nie jest" wcale nie jest czepialstwem, dowodem puryzmu ani tematem zastępczym. Jest rufą tonącego Titanica.
Nasz statek jest już w większości zatopiony, choć zaczęło się od niewinnego stwierdzenia, że aborcja nie może być traktowana jako metoda antykoncepcyjna.
To prawda, nie powinna być tak traktowana.
Jednak stwierdzenie "aborcja nie może być antykoncepcją" okazało się otwierać ciąg argumentacji, która potem ruszyła lawinowo: edukacja seksualna- nie, antykoncepcja- nie, współżycie przedmałżeńskie- nie; aborcja w stanie zagrożenia życia matki- po co, skoro można urodzić, umrzeć i zostać beatyfikowaną jak Gianna Beretta Molla, której relikwie spoczywają obecnie w kaplicy sejmowej Polskiego Sejmu?

Osiemnaście lat później okazuje się, że  mamy empatyzować już nie tylko z kilkutygodniowymi, abortowanymi płodami, ale również z zygotą z haploidalnymi przedjądrzami. Jedno i drugie jest bowiem człowiekiem, tak stanowi nauka i tak stanowi prawo.
Jesli idzie o naukę to ona stanowi, jak powyżej, a jeśli idzie o prawo to proszbardzo, artykuł 38 Konstytucji RP brzmi:
Rzeczpospolita Polska zapewnia każdemu człowiekowi prawną ochronę życia.
"Konstytucja nie daje jednak odpowiedzi na pytanie, kogo czy co można uznać za człowieka. Można założyć, że udzielanie takiej odpowiedzi to domena wiedzy i wrażliwości pozaprawnej: filozoficznej, etycznej, teologicznej, medycznej, biologicznej itp. Wypada jednak przypomnieć, że próba pośredniego przynajmniej rozciągnięcia pojęcia „człowiek” na istoty nienarodzone, w tym na embriony ludzkie, nie powiodła się, gdy przed kilku laty polski parlament odrzucił projekt nowelizacji konstytucji uzupełniający art. 38 słowami „od chwili poczęcia do naturalnej śmierci”.

(prof. Henryk Winczorek, członek Trybunału Stanu w wypowiedzi dla Rzeczpospolitej, 03.11.2010)

No i ryfa, szanowni publicyści Naszego Dziennika. Skucha. Ale nadzieją i wiarą silni bądźcie, a ducha nie gaście. Jeszcze dziesięć lat i z pewnością uda wam się przeforsować redefinicję pojęć naukowych. W Polsce wszystko jest możliwe.

Tak wygląda natomiast to coś, o czym rozmawiamy w przypadku zapłodnienia in vitro, i czego los rozpala miliony serc oraz umysłów. Panie i Panowie, oto zarodek w stadium moruli (nawiasem mówiąc bezczelnie zerżnęłam to zdjęcie z bloga De Barta), a więc w 48-68 godzin po zapłodnieniu (chromosomy już połączone, mamy nowy genotyp):





Widzimy regularne blastomery, dokładnie jest ich sześć (dokładnie jest ich osiem, jak zauważyła sporothrix). Taką morulę można już transferować do jamy macicy i tak robi większość klinik, choć część czeka do etapu blastuli (ok. 5 dnia od zapłodnienia).
Powyższa morula w warunkach naturalnych byłaby wciąż w trakcie wędrówki do macicy, prawdopodobnie gdzieś między jajowodem i macicą. Wykonana przez kobietę próba ciążowa (test z moczu, beta HCG) nie wykazałaby jeszcze ciąży. Kobieta albowiem jeszcze w niej nie jest (tak, tego nie usłyszycie podczas nauk przedmałżeńskich).

Tak natomiast wygląda zarodek ludzki w siódmym tygodniu ciąży, który rozmaici prolajfersi świadomie i nie, propagują jako wizerunek "inwitrowego embriona"







Teraz można się pobawić w poszukanie dziesięciu różnic.
Przejdźmy do zimnych faktów:
1. ludzki zarodek jest w stanie w warunkach pozaustrojowych przetrwać maksimum 5-6 dni to jest do stadium blastuli. Blastula to następne stadium po pokazanej wcześniej moruli i ostatnie stadium pozaustrojowego rozwoju zarodka.  Blastula wygląda tak:





Taką oto ładną blastulę (ta wyżej jest akurat blastulą mysią, ale na tym etapie niespecjalnie się międzygatunkowo różnimy) należy przenieść do macicy samicy, gdzie powinna się zagnieździć w ścianie macicy i zacząć wydzielać gonadotropinę kosmówkową, B-hcg, biochemiczny dowód bycia w ciąży.
Etap blastuli to granica zapłodnienia pozaustrojowego i ostatnie stadium rozwoju zarodka poza macicą.

2. Natomiast ten różowy twór na fotografii wyżej został wydobyty z macicy matki w wyniku przerwania ciąży, gdyż w inny sposób nie dałoby się go obejrzeć. Jest/był bowiem na takim etapie rozwoju, który możliwy do osiągnięcia jest jedynie ustrojowo, już po zagnieżdżeniu się blastocysty w macicy.

3. Oczywiście biologia jedno, emocje drugie i jak najbardziej można współodczuwać z morulą widząc w niej oczyma duszy maciupkiego ludzika w różowych śpioszkach, czemu nie?, jednak godne uwagi wydaje mi się spostrzeżenie, że sześcioblastomerowa morula, sześciotygodniowy zarodek ludzki i noworodek to nie są te same statusy, kondycje i desygnaty, nawet jeśli paru osobom bardzo pasuje to do koncepcji.
W związku z tym, Drodzy Polscy Obywatele, jesteście regularnie robieni w trąbę z ideologiczną obudową in vitro.

Jeszcze więc raz dla utrwalenia: ludzki zarodek poza organizmem matki jest w stanie przeżyć tylko do stadium blastuli. Innymi słowy nie można go podhodować do czasu wykształcenia się rączek, brzuszka, siusiaczka i trzusteczki celem oglądania przez szybkę, jak rośnie.
Tym samym wizja olbrzymiej ilości Polaków żyjących w XXI wieku, których wyobraźnia na hasło "dziecko z in vitro" generuje sobie przed oczyma duszy coś takiego, o:




powoduje, iz powinniśmy podjąć poważną społeczną debatę na temat zasadności utrzymywania bezpłatnego szkolnictwa.
Edukacja Przeciętnego Polaka sytuuje albowiem jego wiedzę biologiczną gdzieś w okolicach doktora Faustusa śniącego o małym ludziku homunkulusem zwanym, którego doktor Faustus będzie hodować w szklanej bańce, o proszę:






Powyższa rycina pochodzi akurat z XIX wieku, jednak pierwsze literackie wyobrażenie o homunkulusie to początek wieku XVII i dzieło 'Religio Medici' niejakiego Tomasza Browna. Wcześniej był Paracelsus, który pozostawił po sobie dokładne receptury na wytworzenie homunkulusa (najogólniej mówiąc główną rolę odgrywała tam sperma i parę ziółek).
W tym miejscu dochodzę do wniosku, który śmieszy, tumani i przestrasza: otóż moja krwawica, z której wydzierane są podatki aby zgoda budowała i Polska była najważniejsza, idzie na darmową edukację stada baranów, które w wieku dorosłym i z dyplomami w dłoniach, mentalnie i intelektualnie jest wciąż na poziomie doktora Paracelsusa, rocznik 1493, i sami powiedzcie, jak człowieka ma kurwica nie strzelać?








8 komentarzy:

  1. Chciałam odrobinę uściślić (wyszło mi chyba więcej, niż odrobinę :-)) kwestie naukowe.
    „Widzimy regularne blastomery, dokładnie jest ich sześć.”
    Chyba jednak więcej - osiem: http://www.britannica.com/EBchecked/topic/393269/morula
    http://en.wikipedia.org/wiki/File:Early_human_embryos.png
    Można też porównać z tym obrazkiem: http://www.embryology.ch/anglais/evorimplantation/furchung01.html (przy okazji zauważając nawet, że w nazewnictwie embriologicznym jest bałagan. Niektórzy nazywają ośmioblastomerowy zarodek morulą, inni twierdzą, że morula zaczyna się od większej liczby komórek)
    A nawet jak się przyjrzeć temu zdjęciu, które prezentujesz, to spokojnie widać 7 blastomerów. Ósmy się prawdopodobnie schował, bo przecież to jest zdjęcie spod mikroskopu, z odpowiednio nastawioną ostrością, a całość nie jest płaska.

    „Taką morulę można już transferować do jamy macicy i tak robi większość klinik, choć część czeka do etapu blastuli (ok. 5 dnia od zapłodnienia). Powyższa morula w warunkach naturalnych byłaby wciąż w trakcie wędrówki do macicy, prawdopodobnie gdzieś między jajowodem i macicą. ”
    Naprawdę taką młodą się już transferuje? Przyznam, że porównałam z tym: http://www.advancedfertility.com/morula.htm
    A 8-blastomerowa morula to chyba raczej 3 dzień mniej więcej. I rzeczywiście niektórzy nazywają to okresem 2 rozwoju, czyli czasem bruzdkowania i powstania moruli zstępującej (w jajowodzie) w kierunku jamy macicy (cytuję za „Embriologią człowieka” Ostrowskiego).

    „Projekt zacznie być realizowany dopiero wówczas, kiedy jądra zleją się ze sobą i wymienią chromosomami.”
    Przedjądrza u większości ssaków łożyskowych, w tym człowieka, nie zlewają się (wiem, że to drobiazg, ale embriologów bardzo pilnuje się pod tym względem :-)). Używa się, owszem, terminu kariogamia, ale jest to raczej określenie ogólne na połączenie materiałów genetycznych. Jednakowoż – określenie normalnie* błędne. Zlanie przedjądrzy zachodzi zwykle u tych organizmów, u których zapłodnienie ma miejsce po zakończeniu mejozy. Natomiast tam, gdzie to właśnie wniknięcie plemnika jest bodźcem do zakończenia mejozy (np. u człowieka), przedjądrza nie ulegają fuzji, a raczej siedzą sobie obok siebie aż do profazy pierwszego podziału mitotycznego, kiedy zanika otoczka jądrowa.

    *Dlaczego „normalnie”? Bo rzeczywiście prawdopodobnie istnieje pewien niewielki procent zygot z pojedynczym przedjądrzem, i zaobserwowano przy okazji IVF, że z nich także mogą rozwinąć się normalne zarodki (aczkolwiek do pewnego czasu odrzucano je, głównie być może dlatego, że nie wiadomo było, czy są diploidalne). Uważa się więc, że są one pewną wariacją na temat tego, co dzieje się po zapłodnieniu. Przyczyną jest prawdopodobnie miejsce wniknięcia plemnika do jaja (im plemnik jest wstrzykiwany bliżej wrzeciona mejotycznego, tym jednojądrowe zygoty są rzadsze) (wszystko to powtarzam za pracą Levron et al., Biol Reprod, 1995)

    A że biologia uczona jest tragicznie w szkołach (ogólnie rzecz biorąc), to się zgadzam bardzo bardzo (niestety).

    OdpowiedzUsuń
  2. Poprawka, sorry: im plemnik jest wstrzykiwany DALEJ wrzeciona mejotycznego, tym diploidalne jednojądrowe zygoty są rzadsze (a nie bliżej, jak napisałam poprzednio). Nawet jednak w wypadku ich powstania, nie jest to raczej skutek fuzji, a raczej skutek powstania jednego dużego tworu ze wspólną otoczką jądrową.

    OdpowiedzUsuń
  3. Dziekuję za poprawki, biologiem nie jestem (powiedziałabym nawet, że wręcz przeciwnie), ale za to w kwestii transferowania zygot/moruli mogę odpowiedzieć z całą stanowczością: tak, naprawdę sześciokomórkowce się transferuje, ba, transferuje się nawet czterokomórkowce, na co posiadam dowody tyleż niezbite, co znakomite.
    W kwestii ilości blastomerów masz rację, uciekła mi obserwacja, że w rzeczywistości zarodek jest trójwymiarowy, a liczyłam "widziane płasko".

    Co do zlewania przedjądrzy: dałam tekst wprawdzie do konsultacji znajomej Biolożce Wybitnej, ale tylko jego fragment i- biję się w piersi- nie poinformowałam, że mam na myśli człowieka. Stąd pewnie nie wychwyciła tego błędu.
    Patrząc jednak na temat z perspektywy niedbałego i syntetyzującego humanisty: czy możemy pominąć wobec tego temat zlewania się (bądź nie) przedjądrzy i ograniczyć dowodzenie do połączenia materiałów genetycznych?
    W takim ujęciu zygota powstała po wniknięciu plemnika w oocyt przez 24 godziny miałaby metafizycznie niejasny status, a o wykazanie powyższego z grubsza mi chodziło.

    OdpowiedzUsuń
  4. Hmm... scalenie,zlanie,zjednoczenie,połączenie,
    ugruntowanie w jedna całość...jak zwał tak zwał!
    Ważne ,iż dostępnie prosto i nie przez ogródek ;))
    jak robią to światli luminarze yhym(to chyba czkawka sorry)XXI wieku ,wykładający nauki jedynie słuszne(?!!) a że z okresu średniowiecza,
    a co to szkodzi(?) nauka to nauka :D:D:D
    Gorzej z tymi, którzy muszą to sobie wbić do pałgowiny,żeby zaliczenie uzyskać ;))
    Nie mam pojęcia poco ludzie czytają "Who is Who"
    encyklopedie i inne bzdury,wystarczy znać Biblię -(ze słyszenia) i wszystko jasne :D:D:D
    Poco encyklopedia wystarczy "encyklika" ;))))
    Kaganek Polskiej oświaty i nie tylko,od dawna już nie świeci,w odróżnieniu od lampy z przed około 4tyś lat jako relief pozostawionej w Świątyni Inskrypcji w Denderze!
    W podsumowaniu -taką mamy wiedzę jakich wykładowców!!!
    Z drugiej strony,co maja biedni zrobić(?) zmienić zdanie,oddać togi i zapisać się na nowo do akademika???
    A co z dyplomami, nadaniami,zaszczytami i kasą za te dyrdymały- no chyba Was straszy! :D:D:D:D:D:D

    OdpowiedzUsuń
  5. @ A.
    „Dziekuję za poprawki, biologiem nie jestem (powiedziałabym nawet, że wręcz przeciwnie), ale za to w kwestii transferowania zygot/moruli mogę odpowiedzieć z całą stanowczością: tak, naprawdę sześciokomórkowce się transferuje, ba, transferuje się nawet czterokomórkowce, na co posiadam dowody tyleż niezbite, co znakomite.”
    Rozumiem, dlatego pytałam. Może to różnice między laboratoriami.

    „W kwestii ilości blastomerów masz rację, uciekła mi obserwacja, że w rzeczywistości zarodek jest trójwymiarowy, a liczyłam "widziane płasko".”
    Tak. Poza tym, tak jak pisałam, nawet widać siedem – zobacz, że siódmy jest „na tle” tych dwu dolnych, prawie pośrodku nich.
    Tak przy okazji dodam, że ciekawa jestem, czy kiedykolwiek pokazano zarodek 6-komórkowy. Moja wiedza (może być cokolwiek zardzewiała) mówi mi, że pierwsze podziały są po równo – 2, potem 4, potem 8. A potem to już leci różnie.

    „Co do zlewania przedjądrzy: dałam tekst wprawdzie do konsultacji znajomej Biolożce Wybitnej, ale tylko jego fragment i- biję się w piersi- nie poinformowałam, że mam na myśli człowieka. Stąd pewnie nie wychwyciła tego błędu.”
    Pewnie tak, bo błąd jest bardzo popularny, i właściwie nikt, poza embriologami ssaków, nie zwraca na to uwagi. Za to między tymiż embriologami jest to niemal jak hasło i odzew: hasło „przedjądrza”, odzew „nie zlewają się”. :-) Żeby było weselej dodam, że ten typ zapłodnienia, gdzie jądra nie zlewają się, występuje nie tylko u ssaków łożyskowych, ale np. u nicieni (stąd jego nazwa – ascaris type of fertilization).

    „Patrząc jednak na temat z perspektywy niedbałego i syntetyzującego humanisty: czy możemy pominąć wobec tego temat zlewania się (bądź nie) przedjądrzy i ograniczyć dowodzenie do połączenia materiałów genetycznych?”
    Jasne, że tak. Jak pisałam, jest to w sumie drobiazg. Ważne, imho, żeby zdawać sobie sprawę, że to wszystko, co dzieje się przy zapłodnieniu, to jest proces. A co kto z tym zrobi, to już jego sprawa.

    OdpowiedzUsuń
  6. Szanowna autorki (obowiazujaca forma upominajaca "Corko" nie przechodzi mi przez klawiature), zgrzeszylas pokazujac mysi zarodek zamiast ludzkiego, albowiem roznia sie one dramatycznie posiadaniem duszy niesmiertelnej.
    Poza tym zarodek musi miec glowke nawet na etapie moruli, bowiem w cos sie musi wbijac spirala.

    Jak zreszta wiemy z zajec z medycyny tradycyjnej, glowka i cale zgrabnie wyksztalcone dzieciatko wchodzi do lona, zwanego dalej sanktuarium zycia, wraz z plemnikiem. Tak konkretnie to miesci sie w jego glowce.

    Tak na marginesie, zastanawiam sie czy wizja rzeczonego zarodka (wraz z przemysleniami) nie zalegla sie w umyslach braci naszych w krzyzu na skutek lektury ksiazeczek "Hej mamo, hej tato" czy jakos tak, bo przez caly okres ciazy plod przedstawiano tam jako myslacego czlowieczka.

    OdpowiedzUsuń
  7. @Shigella
    Nieźle...

    @Autorka
    Zapomniałaś dodać, że z tej wspaniałej blastuli większa część tkanki pójdzie na stworzenie tej budzącej obrzydzenie (główie u facetów) krwawej masy zwanej błonami płodowymi i łożyskiem.
    BTW, skoro pokazałaś zarodek myszy, to on akurat nie wgryza się w ściankę macicy, tylko grzecznie rozwija się w świetle owego narządu...
    No i da się zrobić fotkę nie - abortowanego płodu. Endoskopia czyni cuda. Komputerowa obróbka obrazu również.

    @Sporothrix
    Na polsze to będzie "zapłodnienie typu glisty?"

    OdpowiedzUsuń
  8. AhA! Tu cię mam, przebiegła piewczyni cywilizacji śmierci! Blastula myszy podszywająca się pod Człowieka, a przecież wszyscy wiedzą że blastula człowieka wygląda tak: http://img638.imageshack.us/img638/9394/blastula2l.jpg


    enyłej, niech ci budda, spaghetti monster i inne lucypery wynagrodzą za ten cudny kawałek internetu, dobra kobieto! Normalnie powinno się go wciągnąć na listę lektur obowiązkowych.

    OdpowiedzUsuń