piątek, 10 lipca 2015

wrota piekieł



Dziś ma się odbyć głosowanie w senacie nad przyjęciem Ustawy o leczeniu niepłodności, którą przegłosował już sejm. W dniu głosowania w sejmie, pozytywnego dla Ustawy, otworzyliśmy z mężem szampana. Oglądając relację z dyskusji senackiej i czytając stenogramy upewniłam się, że nie powinnam była tamtego dnia wznosić toastu.




Dla większości Polaków dyskusja o in vitro nabrała znamion sporu symbolicznego i zastępczego jednocześnie. Widzialnym tego znakiem była zupełna społeczna nieskuteczność odwołania do in vitro w kampanii prezydenckiej Bronisława Komorowskiego. Tak, Andrzej Duda chciał penalizacji metody in vitro, ale otwórzmy nowy rozdział, Polsce potrzeba zmian. Poza tym in vitro dotyczy garstki.

Przeciwnie, ograniczanie wolności dotyczy nas wszystkich niezależnie od tego, na którym poziomie zachodzi. Sytuacja, w której aktywny polityk wspiera penalizację jednej z metod leczenia stosowanej od 38 lat na całym świecie, której efektem stały się narodziny ponad sześciu milionów ludzi oraz szczęście ich rodziców, dziadków, kuzynów i przyjaciół (proszę dodać sobie kolejne miliony), powinna być sytuacją groźną dla każdego kraju, który ma inne plany aniżeli zostanie satelickim państwem Watykanu.
Polsce ten scenariusz najwidoczniej nie zagraża.


Senat się wziął za ustawę i udowadnia nam wszystkim dobitnie, że nigdy nie powinniśmy go likwidować, jest bowiem ostatnią deską ratunku dla dobrego imienia sejmu. Bo niżej upaść chyba już nie można.
Debatuje się więc w senacie nad tym, czy dzieci można wymodlić i czy „środki koncepcyjne” wywołują niepłodność. Pyta się zupełnie serio, czy dzieci ludzi bezpłodnych przekażą bezpłodność dalej (bezpłodność to całkowita niemożność prokreacji, określa ją na przykład brak macicy lub brak plemników w nasieniu, in vitro tu nie pomoże, genetycznych dzieci nie będzie). Grozi „otwarciem wrót piekielnych” i grzechem onanizmu. Dla przypomnienia: tak, wciąż jesteśmy w XXI wieku i mieszkamy w kraju, który zgodnie z Konstytucją jest krajem neutralnym światopoglądowo. Chyba wyłącznie deklaratywnie.
Jeden z najbardziej konserwatywnych porządków prawnych, austriacki, właśnie się zliberalizował: można mrozić zarodki, dozwolone jest dawstwo, z inseminacji i in vitro mogą korzystać również kobiety samotne i pary homoseksualne. Włochy od 2004 roku walczą z fatalnym włoskim prawem, tak zwaną Ustawą 40, która doprowadziła ich do Trybunału Praw Człowieka (Włochy przegrały) i szeregu wyroków Sądu Konstytucyjnego. Obecnie we Włoszech można już mrozić zarodki, wykonywać diagnostykę na zarodkach i stosować dawstwo. Niemcy są tak skuteczne w swoim prawie bioetycznym, że obywatele niemieccy krążą po całej Europie szukając leczenia za granicami kraju, aby mieć w ogóle szansę na dziecko i nie stracić przy tym własnego zdrowia.

To wszystko ponownie nie dotyczy Polski i poziomu wiedzy medycznej naszych posłów i senatorów. Pod przykrywką „etycznego kompromisu” próbuje się nam wciskać rozwiązania, które w innych legislacjach europejskich zostały całkowicie skompromitowane: właśnie we Włoszech, w Austrii i w Niemczech. Za które obywatele tych krajów płacili zwiększonym odsetkiem poronień, ciążami mnogimi i dziećmi trafiającymi na oddziały intensywnej opieki neonatologicznej, ponieważ w imię świętej ideologii transferowano po trzy zarodki narażając dzieci na konsekwencje wcześniactwa. A kobiety płaciły zdrowiem.



Dziś wiemy i mamy na to ponad 37 tysięcy zrecenzowanych publikacji, że metoda in vitro jest metodą bezpieczną, mrożenie zarodków jest dla nich bezpieczne i zwiększa ich szanse, że dzieci urodzone w wyniku in vitro nie różnią się niczym od dzieci osób płodnych. Ryzykiem ciążowym jest sama niepłodność rodzica i jego na ogół wyższy wiek, ponieważ niepłodność trwa długo, diagnozuje się ją czasem latami i kiedy człowiek dociera w końcu do ginekologa, nie ma 25 lat, a raczej znajduje się w grupie 35-40.
Wiemy też – i to od lat 60tych, od badań Hertiga i Leridona- iż popularne określenie „negatywnej selekcji zarodków” dotyczy każdego z nas. Za każdym z nas stoi statystycznie 3-5 embrionów sprokurowanych przez naszych rodziców, które obumarły w macicach naszych matek i zostały wydalone wraz z miesiączką. Ponieważ owszem, NATURA SELEKCJONUJE. Lub Bóg, jeśli ktoś woli. I dotyczy to każdego żyjącego ssaka, do czego nie potrzeba było zapłodnienia in vitro, Wystarczył mechanizm ewolucji rozrodu. Na 100% zapłodnień urodzi się jedynie 30% dzieci, reszta zarodków będzie mieć uszkodzenia chromosomalne, nie będzie mieć potencjału stania się człowiekiem i po prostu się nie rozwinie. Metoda in vitro nie wprowadza tu żadnej nowości: jedne zarodki się rozwiną i urodzą, inne obumrą na szkle i się nie urodzą.


Człowiek nie ma na to żadnego wpływu, więc przestańcie obdarowywać nas pomysłami w rodzaju transferowania obumarłych zarodków (senator Hatka) w nadziei, że jednak cudownie zmartwychwstaną w macicy.
Grupa dojrzałych pań i panów senatorów udowadnia nam od dwóch dni, że zdrowie obywateli jest zerową wartością w obliczu instrukcji Polskiego Episkopatu. Grzmi, iż sprzeciwia się „wielokrotnym ejakulacjom kobiet” (senator Ryszka).

Jestem matką dwóch synów i osobą niepłodną. Dzięki metodzie in vitro urodził się mój młodszy syn.
Przez szereg lat aktywnie walczyłam, aby zmieniać społeczną świadomość i podnosić poziom wiedzy.
Stowarzyszenie NASZ BOCIAN, którego jestem członkinią i przewodniczącą, organizowało wysłuchania w Sejmie pokazujące, w jaki sposób stosuje się mowę nienawiści wobec naszych dzieci. Pokazywaliśmy slajdy i ulotki polskich organizacji związanych z Kościołem katolickim, które przyrównywały niepłodne kobiety do inseminowanych krów i informowały, iż „wylewamy dzieci do kibla”. Przedstawialiśmy relacje samych dzieci mówiących o tym, że te słowa nie padają w próżnię, że realnie ranią i odbierają im poczucie godności.
Przynosiliśmy głos od 90 tysięcy pacjentów i rodziców adopcyjnych skupionych wokół naszego Stowarzyszenia na największym europejskim portalu dla osób niepłodnych.
Politycy najwidoczniej woleli słuchać kogoś innego. Nie nas- ludzi, którzy ich wybierali.

To nie zapłodnienie na szkle odbiera nam naszą godność. To wy ją nam odbieracie, szanowni senatorowie RP, udowadniając po raz kolejny, że wcale nie służycie 78% waszych obywateli popierających metodę in vitro. Służycie swoim księżom proboszczom i własnej ignorancji choć nie wybieraliśmy was w tym celu- wybieraliśmy was, abyście chronili nasze wolności i dobra obywatelskie, a przynajmniej abyście nam ich nie odbierali.




Godność odbieracie nam również wy, szanowni hierarchowie polskiego Kościoła katolickiego. Diagnozowaliście u naszych dzieci „bruzdy dotykowe”, nazywaliście je „realizacją idei Frankensteina”. Zawsze z tym samym świątobliwym grymasem troski nad naszymi rodzinami i ich godnością, choć lepiej byście się przysłużyli godności człowieka zajmując się sprawą księdza, którego kochanka rodziła dziecko na plebanii, podczas gdy ojciec tego dziecka słuchał muzyki w pokoju obok i nie udzielił jej pomocy. Dziecko zmarło. Ksiądz został odesłany do innej parafii. Tyle o wysokich standardach moralnych, których głosicielami jesteście mając swoje kurialne dywany wypiętrzone ukrytymi pod nimi brudami. I wcale nie zamierzacie się z nich rozliczać, za to wchodzicie do naszych domów oceniając, kto z nas ma godność, a kto jej nie ma.

Mam dość. W tym kraju nie ma miejsca dla mojej rodziny i dla każdej rodziny, która nie wpisuje się w idealistyczny model sakramentalnego, płodnego małżeństwa z dwójką dzieci.

Mam nadzieję, ze inni też będą mieli dość. Że zobaczycie wreszcie ludzi wychodzących z niedzielnych nabożeństw i mówiących wam głośno podczas kazania „wara od moich dzieci! Nie macie prawa!”. Że usłyszycie kiedyś w senacie i w sejmie głos wściekłego rodzica i dotrze do was bezmiar naszego gniewu, na który pracowaliście przez lata lekceważąc nasze opinie, nasze uczucia, nasze potrzeby. Wierzę, że przyjdzie dzień, w którym nawet wasz ksiądz proboszcz nie zagwarantuje wam potrzebnego przedwyborczego poparcia agitując z ambony w dniu wyborów. Być może wtedy się ogarniecie i zdobędziecie na spóźnioną refleksję, że postawiliście na złego konia: trzeba było stawiać na własnych obywateli, a nie na grupę bezżennych i bezdzietnych duchownych, którzy od 25 lat szantażują nas politycznie i zmieniają Polskę w skansen, a nie w kraj przyjazny ludziom wraz z całą ich różnorodnością. Kraj, w którym chciałoby się mieszkać i żyć.

Nie wiem, jak przebiegnie dzisiejsze głosowanie. Ja jednak wstydzę się za was już dziś. Jako matka, jako obywatelka, jako kobieta i jako działaczka pacjencka. Jako człowiek.

11 komentarzy:

  1. Chciałem coś na ten temat napisać, ale wychodziły mi same wulgaryzmy. Trzeba zapamiętać nazwiska oszołomów i rozliczyć podczas głosowania. Kościół co rusz znajduje sobie nowego wroga i próbuje dowalić kolejnej grupie ludzi. Oni chyba nie mogą istnieć bez ogłaszania się oblężoną twierdzą. To co zostało powiedziane z mównicy jest niewyobrażalne i obrzydliwe.
    Zabił mnie tekst o tym, że zwalczanie heliocentryzmu było obroną godności człowieka! Gdzie ich uczą takich rzeczy?
    Po raz kolejny dziękuję za wyważony głos.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przecież Kościół to grupa społeczna jak każda inna- znajdzie się tam i ludzi plujących jadem i funkcjonujących akceptacyjnie dla każdego człowieka. Plus nie wiem dlaczego akurat głos Kościoła ma być taki jak innych, bo inaczej jest szok, że Kościół coś każe i że jest głupi (jak w wyciągniętym z kontekstu tekście o heliocentryźmie)

      Usuń
  2. Mam duży problem ze zrozumieniem podejścia katolików do wyznawanej wiary. W moim najbliższym otoczeniu jest para z dzieckiem z in vitro. Ukochany syn i wnuczek, a matka i dziadkowie z jej strony, są wierzący, praktykujący.
    Czy zamykają uszy, oczy i rozum podczas kazań? Bo ja sobie nie wyobrażam bycia członkiem organizacji, która jawnie i w poczuciu wyższości pluje na ciebie i najdroższą ci osobę. Zwłaszcza, że przynależność do kk nie jest( o, dzięki ci Cthulhu!) obowiązkowa.

    OdpowiedzUsuń
  3. Mam wrażenie, jakby biskupi ogłosili konkurs na wszechkretyna, kiedyś w identyczny sposób komuniści bredzili o strasznej doli robotnika w kraju kapitalistycznym. Chociaż chyba bardziej trafne byłoby porównanie do XIX wiecznych elaboratów na temat śmiertelnej szkodliwości noszenia spodni przez kobiety.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przecież im tu nie chodziło o szkodliwość a o brak godności metody (nie poczętego człowieka, a metody). Nie mylmy etyki z nauką (i nie przeplatajmy tego oblegami)

      Usuń
  4. chwilowo blog pisze książkę, więc nowe notki stoją pod znakiem zapytania aż do września, chyba że wydarzy się a) cudowne wcześniejsze skończenie książki (mało prawdopodobne) b) kolejna idiotyczna wypowiedź publiczna, która na tyle przekroczy rozciągnięte przecież już bardzo granice, że będę musiała ją skomentować (bardziej prawdopodobne)

    OdpowiedzUsuń
  5. Czy mogę liczyć na komentarz dotyczący niepokojącego wywiadu z prof. Stanisławem Cebratem, kierownikiem Zakładu Genomiki Uniwersytetu Wrocławskiego? http://www.gazetawroclawska.pl/artykul/626099,prof-cebrat-in-vitro-to-wielki-biznes-a-nie-nauka,1,id,t,sa.html

    A mój niepokój spowodowany jest możliwym wpływem na kondycję ludzkości przez kilka milionów "nieoznaczonych" ludzi poczętych metodą in vitro, a którego to wypływu nie da się kontrolować bez informacji o zaznaczeniu tego faktu na karcie urodzenia. Czy występowanie negatywnych zjawisk opisywanych w wywiadzie nie powinno być poddane jakiemukolwiek nadzorowi? Ponadto pojawia się tutaj element szczególnie mocno wyszydzany w dyskusjach z przeciwnikami tej metody, czyli statystycznie zauważalne pojawianie się chorób dotykających tylko tych ludzi. No i oczywiście kusząca możliwość wpływania na cechy swego potomka, która jeśli istnieje, to na pewno pod "naciskiem" pieniądza będzie wykorzystywana do tworzenia wymarzonych, możliwie bliskich ideału istot, bez szczególnego rozważenia czy dokonane zmiany nie wpłyną na jakieś inne ich cechy i zachowania.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten wywiad był już tu komentowany, jest dość stary. Nie wiem jednak, jak powinnam się odnieść do koncepcji "oznaczania ludzi z in vitro". Może napiszę tylko, że te słowa dotyczą mojego syna i jako matka mogę jedynie powiedzieć solenne "spierdalać".
      A co się tyczy reszty:
      1. obserwacja negatywnych zjawisk dotyczących niepłodności i rozmaitych form jej leczenia jest prowadzona od roku 1978, tak samo jak obserwujemy inne populacje chorych, ew. potomstwo tych chorych. Na apokalipsę się nie zanosi.
      2. Nie istnieją choroby dotykające tylko "tych" ludzi czyli potomstwo osób niepłodnych. Obawiam się, że coś źle zrozumiałeś, bo nawet Cebrat tego w tym wywiadzie nie powiedział.
      3. W Pl zabronione jest korzystanie z metody PGD (diagnoza genetyczna zarodka) w innym celu niż uniknięcie poważnej/śmiertelnej choroby genetycznej. Reguluje to ustawa.

      Usuń
  6. No, to niestety, pojawiła się właśnie b). w majestacie prawa koniec z in vitro. i tyle ludzkich nadziei gaśnie. a gjon91 pewnie ma jakiś pomysł, jak oznakować wszystek "niebezpieczny element", żeby jej/jemu ktoś taki nie zamieszkał w sąsiedztwie. ręce i nogi się uginają
    b.

    OdpowiedzUsuń
  7. A mi jest przykro, że głosy niektórych są przeinaczane. Że i w Kosciele się znajdą ludzie, którzy zieją nienawiścią, to dysyć oczywiste, ale nie wiem jak to się dzieje, jak ktoś mówi, że dana procedura jest niegodna powstaje oburzenie, że to ciemnogród taki jak dawniej walczący z heliocentryzmem (oczywiscie w tych czasach również). Każdy człowiek ma godność, poczęty metodą pozaustrojową, czy też i ten będący (jak ja) przeciw in vitro . I błagam, dlaczego do dyskusji politycznej wplatamy medycynę, jak w przypadku zastanawiania się nad wspolwystępowaniem chorób z metodą pozaustrojową (chyba lepiej zostawić tu pole do popisu badaniom)

    OdpowiedzUsuń